Archiwum dla Lipiec 29th, 2009
I co dalej?
Twitter i Facebook święcą kolejne triumfy. Użytkowników nadal przybywa, mimo tego, że niektórzy zdążyli się już nieco zniechęcić i znudzić. Pomimo ogromnej ilości zakładanych kont i systematycznego zwiększania zainteresowania produktem w kolejnych krajach, serwisy społecznościowe ciągle stoją przed poważnym pytaniem – jak na tym interesie zarobić?
Przed podobnym dylematem stało kiedyś Google. Szybki wzrost zainteresowania, popularność, cała masa zadowolonych użytkowników. Jednak twórcy firmy: Page i Brin, przez długi czas nie wiedzieli jak sprawić, żeby ich doskonały produkt zaczął wreszcie przynosić zyski. Tak jak w przypadku większości biznesów internetowych, Google postawiło na reklamę. Oczywiście AdWords znacząco różnił się od dotychczas spotykanych, migoczących okienek reklamowych i stanowił kolejną (zaraz po wyszukiwarce) rewolucję. Użytkownikom łatwiej było pogodzić się z tą formą, tym bardziej, że reklama jest dopasowana do wyników wyszukiwania.
W jakim kierunku pójdą dzisiejsi potentaci? Wydaje się, że wprowadzenie klasycznej reklamy będzie (szczególnie w przypadku Twittera) dość trudnym przedsięwzięciem. Członkowie społeczności, zwykle alergicznie reagują na temat “reklama w naszym serwisie”. Większość internautów jest przeciwna denerwującej, reklamie w sieci. Odstraszają ich też nagłe zmiany, których nikt z nimi nie konsultował. Użytkownicy czują się w pewien sposób współwłaścicielami serwisu. Chcą mieć wpływ na podejmowane decyzje i raczej nie biorą pod uwagę faktu, że jeśli portal nie będzie zarabiał, to możliwe, że w niedługim czasie zostanie zamknięty.![]()
Na razie nie ma złotego sposobu na zarabianie na społecznościach. Wprowadzanie płatnych usług też nie do końca się sprawdza (np. pomysł Naszej Klasy na wysyłanie płatnych prezentów). W polskich realiach najlepszą, sprawdzoną praktyką jest rozwinięcie portalu i sprzedanie go w odpowiednim momencie. To jednak nie jest żadnym rozwiązaniem, tym bardziej, że w przypadku Facebook’a oznaczałoby to pozbycie się w tej chwili ponad 250 milionów odbiorców.
Wszyscy zdają sobie sprawę z tego olbrzymiego potencjału. Społeczności to kolejny rynek zbytu i trudno porzucić myśl, że mógłby okazać się żyłą złota dla kogoś innego. Mądre głowy marketingowców cały czas pracują, bo pierwszy z pośród milionów zostanie owiany chwałą i zdobędzie klucz do bogactwa. Czy rzeczywiście odpowiedź istnieje? Czy też może grube pieniądze zbijane na społecznościach to mityczny Święty Graal?