Posts Tagged ‘język’
Sieciowe ch@my i prostaki
Dyskusja dotycząca chamstwa w Internecie toczy się, mniej więcej, od początku jego powstania (oczywiście Internetu, nie chamstwa). Nie jest to rzecz jasna debata między zwolennikami, a przeciwnikami. Wszyscy chcieliby raczej uniknąć chamskich zachowań w Sieci, nie wszyscy za to wiedzą jak i wierzą, że w ogóle jest to możliwe.
Ostatnio mamy okazję obserwować kolejny akt tego przedstawienia. Zaczęło się w Tok FM, podczas wywiadu prowadzonego przez Jacka Żakowskiego. Zaproszeni Michał Olszewski (opiekun serwisu blox.pl) oraz Paweł Wujec (dyrektor wydawniczy w Gazeta.pl), rozmawiali, a właściwie mieli tłumaczyć się z prostactwa i wulgarności z jakimi odbiorca spotyka się na ich serwisach, które to miały doprowadzić do rezygnacji Doroty Świeniewicz z gry w reprezentacji Polski siatkarek. Dyskusja swój dalszy ciąg miała w Internecie, gdzie zaowocowała artykułami jednej i drugiej strony. Komentarze posypały się też na forum i jak sądzę w jeszcze wielu innych miejscach.
Odpowiedź na pytanie jak poradzić sobie z wulgarnością w Sieci nie została jak dotąd odnaleziona. Internet to specyficzne środowisko i próby odgórnego sprawdzania wszystkich zamieszczanych w nim treści, raczej nie przyniosą wiele dobrego. Poza tym wydaje się, że jest coraz lepiej. Internauci ceniący sobie wolność i możliwość swobodnej wypowiedzi na każdy temat, zwracają się jednak w stronę merytorycznej debaty. Zgadzam się, że tylko rzeczowe wypowiedzi naprawdę się liczą – awanturnicy nikogo nie interesują.
Próby traktowania Internetu jak gazety czy innego medium są skazane na porażkę. Postulaty głoszące, że jest to przestrzeń publiczna, którą należy regulować podobnie jak inne media nigdy nie zdobędą popularności. To ślepa uliczka. Okazuje się jednak, że właśnie tą drogą chce iść Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W najnowszym PRESSie przeczytać można o pomysłach ministerstwa dotyczących nowelizacji ustawy o prawie prasowym, która ma objąć również Internet. Proponowane rozwiązania można jednak włożyć między bajki i widać w nich wyraźnie brak zrozumienia specyfiki Sieci przez ustawodawców. Dopóki nie powstaną rozwiązania dostosowane do nowych realiów – nie ma co marzyć o poważnych zmianach.
Tymczasem Internet jak dotąd ma się całkiem nieźle. Chamów nadal bez liku, ale poważnych i naprawdę interesujących treści też nie brakuje. Problem tkwi chyba w tym, że nie wszyscy jeszcze potrafią się w Sieci odnaleźć. Błądząc po omacku, łatwiej jest natrafić na sieciowe śmieci, szczególnie jeśli zapuścić się w rejony okupowane przez znudzonych nastolatków. Miejmy nadzieję, że tych błądzących będzie jednak coraz mniej… szczególnie wśród urzędników.
Jak to, za długie?
Niedawno, po raz kolejny pod jednym z moich zaangażowanych postów, przy okazji dyskusji na jakimś forum muzycznym/filmowym/książkowym, ujrzałem zlepek znaków: TL;DR. Po pojawieniu się tego przedziwnego tworu dyskusja urywała się, bądź toczyła się dalej swoim torem kompletnie ignorując moją wypowiedź.
Za którymś tam razem nie wytrzymałem i wrzuciłem to w Google. Co się okazało? Wysypało tonę wyników między innymi ten:
http://www.urbandictionary.com/define.php?term=tl%3Bdr
Można w nim znaleźć parę ciekawych definicji tego zjawiska. Każdy znajdzie coś dla siebie. Do mnie najmocniej przemawiają opcje nr 4 i 6. Dodatkowo pikanterii całej sprawie dodaje wybór tagów zamieszczony pod każdą z nich, z których większość to raczej określenia zabarwione pejoratywnie takie jak : „illiterate”, „stupid”, „lazy”, „moron” czy „lame”. Urocze, nieprawdaż? Jednym z moich ulubionych jest: „postwhore”, którego wcześniej nie znałem, ale wspaniale opisuje jeden z typów forumowiczów, na który natknąć się nietrudno.
Problem ten nie jest nowy, o czym świadczy liczba poświęconych mu publikacji. Już od jakiegoś czasu kwestia prymitywizacji języka i wpływu codziennego korzystania z zasobów sieci na odbiór tekstów(zwłaszcza długich) oraz umysłowość użytkownika, (czyli między innymi mnie i wszystkich, którzy ten tekst czytają) powraca do mnie jak bumerang. Nie chodzi mi nawet o emotikony czy sWeeTaŚnY język sieciowych nastolatek, ale raczej o niezdolność do przyswajania długich, jednolitych bloków tekstu i uzależnienie od linków i hipertekstu. Gdyby moje posty, pod którymi ujrzałem TL;DR miały chociaż jakieś kosmiczne objętości, ale żeby nie móc zdobyć się na przeczytanie 1/3 strony A4? Jak to za długie?
Więcej poczytać można:
- W pięknej polskiej mowie. – Swoją drogą, moje odczucia dotyczące całego zjawiska były na tyle podobne do opisanych przez autora bloga, że moje poczucie wyjątkowości znowu mocno ucierpiało.
Kończę, bo jeszcze nikt tego nie przeczyta. Do tematu będę wracał, bo to temat – rzeka, a i o nowomowę branżową zahaczyć będzie można.